Język życia

Metodę Marshalla Rosenberga poznałam wiele lat temu. Wydawała mi się trochę prymitywna, mechanistyczna i nieszczera. Ze względu na konieczność zwerbalizowania swoich emocji, potrzeb i wyraźne oświadczenie, czego chcę od drugiej osoby, bez manipulacji, roszczeń i oczekiwań, że wszystko będzie tak jak ja chcę (inaczej nie bylo by to żądanie zapakowane w groźbę) wydawała mi się delikatnie mówiąc nie skuteczną. Przede wszystkim zaskoczył mnie punkt o obserwacji sytuacji, która budzi wątpliwości, bez zniekształcania faktów wsutek silnego emocjonalnego stosunku do niej. Czy to jest możliwe?

Niedawno wróciłam do książki The Language of Life. Intuicyjnie czułam, że jest mi potrzebna do myślenia o komunikacji, o ekologicznych sposobach zrozumienia motywacji przekazu własnych i innych oraz możliwości przekształcenia konfliktowych sytuacji w sposób konstruktywny, żeby dialog stał się możliwy.
Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła, i której nie zauważyłam po raz pierwszy, było to, że schemat porozumienia bez przemocy składający się z czterech kroków (obserwacja, uczucia, potrzeby oraz prośba) nie zawsze muszą być przekazane słownie innej osobie. Ważne jest, aby dla mnie były zrozumiałe i jasne. W większości przypadków tego wystarczy, aby konflikt przestał być konfliktem. W tym wszystkim chodzi o to, żeby porozumieć się szczerze z samym sobą: co ja na prawdę widzę, słyszę, czuję, czego oczekuję, dlaczego coś mnie tak rani, i czy inni ludzie w ogóle mają być odpowiedzialni za moje uczucia, czy mogą zaspokoić moje potrzeby. Ta praca w ogóle nie jest mechanistyczna, ponieważ wymaga spojrzenia wgłąb siebie, kwestionowania, introspekcji.
Ogólnie rzecz biorąc, konflikt jako zjawisko jest całkiem realny zawsze i wszędzie, nawet w raju. Po prostu dlatego, że jesteśmy istotami ludzkimi, czujemy się oddzielonymi od siebie nawzajem i konkurującymi. Powiedzmy tak, dla jednostki jest to normalny stan, gdyż poprzez konfrontację z drugą jednostką, środowiskiem lub okolicznościami sam się określa i realizuje, jak nastolatek przez negację rodziców i innych autorytetów. Ale ze względu na fakt, że u podstaw tej pozycji znajduje się błędne przekonanie, przynosi cierpienie i frustrację, i jednak chęć żeby świat uległ moim oczekiwaniom.
Wydaje się oczywistym, że nie chodzi o konkretną traumatyczną sytuację, potrzeby i emocje, ani o osobę, która akurat mi się trafiła. A o to, kim jestem dla siebie samego, jaka jest moja legenda, opowieść o mnie i wszechświecie, innymi słowy, jaka jest moja filozofia życia czy światopogląd. Dużo o tym mówię w swoich pracach, ale na praktyce teoria dobrego i sprawiedliwego życia, nieskończonego potencjału i zasobów wszechświata, i w szczególności mojego Ja, niknie w paraliżującej wszelki zdrowy rozsądek emocjonalnej reakcji na najbardziej niewinne rzeczy, słowa lub czyny. Przewrażliwienie, gniew, smutek, zazdrość, poczucie winy, wstyd, niezrealizowane pragnienia, braku zrozumienia, brak wiedzy, poczucie ograniczenia i ignorancji w różnych jej przejawach obecne są w każdym człowieku w różnym stopniu.
W ten sposób okazuje się, że konflikt występuje na długo przed nawiązaniem kontaktu z inną osobą.
Porozumienie bez przemocy wiąże się z dojrzałą postawę współczucia, empatii, świadomości swoich uczuć i potrzeb, a także obserwacji bez dokonywania oceny innej osoby lub grupy ludzi, aby zrozumieć ich uczucia oraz potrzeby. Konstruktywny dialog, w którym przemawia Życie, a każdy z uczestników sytuacji ujawnia swoje prawdziwe Ja, jest dialogiem z serca do serca.
Zastanawiałam się, co mogło by być bardziej wartościowym, ale i nie potrafiłam znaleźć …