Punkt bifurkacji. Plusy i minusy szczęścia

Właśnie stoję na rozdrożu. Czy mam pójść w oczywiste ślady moich przodków po znanych od wieków drogach, czy mam skręcić w zupełnie nieznaną mi uliczkę, gdzie z pewnością na początku będę się poruszać na ślepo?

Za plecami mnóstwo doświadczeń, poszukiwań i osiągnięć, a w duszy tylko więcej nienasycenia i niezadowolenia. To taki punkt, gdzie muszę się przyznać samej sobie, że dalej już nie mogę trwać według poprzednich reguł i wzorców. Zostawiam to, choć jeszcze nie wiem, czy uda mi się od razu żyć inaczej. Bez tych wszystkich głosów, fiołków i lęków w głowie.

punkt bifurkacji

W poprzednim życiu koncepcja szczęścia polegała na osiąganiu określonych i znanych przez rodzinę i społeczeństwo celach. I chwilowej satysfakcji. Przecież są następne cele. Logika społecznego życia wygląda bardzo przekonująco, bo tak ludzie żyją odkąd żyją, i cały świat podporządkowuję się regułom, obyczajom i przez to ludzkość przetrwała, rozwija się. Ludzie przecież nie są głupi! Podporządkowując tej koncepcji jestem swoja wśród swoich. Mam wyznaczone cele, takie społeczne ideały-marzenia i mam czym tak na prawdę się zająć w życiu, nie muszę nad niczym główkować! I wyniki moich wysiłków są całkiem wymierne. Są eksperci od rozwoju materialnego, «normalności», mody, każda normalna matka, sąsiadka Ci powie — to jest w porządku, ale tu należy jeszcze podciągnąć. Dorodzić jeszcze dzieci, dopracować na jeszcze jeden samochód. No każdy widzi i każdy rozumie.

W tej koncepcji szczęścia moje szczęście zależy od innych. Ja muszę wszystkim się podobać, robić coś z poczucia obowiązku przede wszystkim przed innymi. Muszę kontrolować innych i naszą finansowo-energetyczno-informacyjną gospodarkę. Całe moje życie jest udowadnianiem mojej udolności w oczach innych.

Alternatywa?

Jakaż tam alternatywa celom społecznym? Jakaś duchowa przygoda w aszramie bez gwarancji na cokolwiek? A co biedna matka i babcia mają przeżyć w tym czasie? A moja samoocena? Kto ją wesprze, jeśli całe moje środowisko się ode mnie odwróci? A jak zachowywać się z ludźmi, których wcale nie kontrolujesz, nie znasz? Nie umiem żyć bez napięcia skierowanego na pokaz, że coś robię, że robię wysiłek. Nie umiem żyć tu i teraz, bo szczęście jest dopiero wtedy, jak spełnią się moje ostateczne cele i mnóstwo warunków społecznych — ukończenie studiów, założenie rodziny, dzieci,  sukcesy, podróże, dom, samochody, wnuki, a potem może i szczęście. Chociaż za wszystko trzeba płacić. Lepiej może bez szczęścia.

Faktycznie osiągam cele, faktycznie chwilowo łapię satysfakcję od sukcesu, ale nienasycenie i niewyartykułowane lęki i pragnienia psują mi ten obrazek. Mam pewność, że wszystko nie jest tym, czym się wydaje. Nie mogę pozbyć się swojego dziecięcego pytania — po co żyjemy, skoro umrzemy? Po co gromadzenie tych dóbr i robienia dobrych min, jeśli to nie jest mi miłe? Ależ nie ma czasu na takie gadanie, nie ma komu o tym się zwierzyć, bo podobne tematy wywołują zamieszanie, dół, ciszę i pustkę. Lepiej na głos pomarzyć o kolejnej podrózy, koncercie albo poplotkować o kimś innym.

O, żeż.

Punkt bifurkacji to nie jest już wybór. To kwestia przejścia ilości w jakość. Ilość rozczarowań sobą w nową jakość siebie.

Cóż spotykam w nieznanej uliczce?

  • Nikt poza mną nie decyduje o robieniu czegoś lub nicnierobieniu.
  • Nie ma nic i nikogo pomiędzy mną a BYCIEM.
  • Nie ma niczego zewnętrznego, niczego wewnętrznego.
  • Moje życie — to dialog ze Stwórcą.
  • Nikt nie oceni jakości mojego życia. Nikt nie zrozumie. Chyba że…
  • Stare strategie nie działają, a nowe są zbyt magiczne.
  • W tej uliczce mam inne poczucie umiaru — nie potrzebuję mieć żeby mieć, nie walczę o niepotrzebne mi rzeczy i idee. Tak naprawdę, potrzebuję tak niewiele.
  • Wybieram tylko najlepszej jakości rzeczy, relacje, naukę, pracę.
  • Moje olśnienia, radość są o wiele bardziej jaskrawe, niż agresja i cierpienia.
  • Nie muszę nigdzie biec. Wszystko, co trzeba mam tutaj, przy sobie.
  • Moje decyzje i działania są skuteczne.
  • Obcowanie jest pozbawione manipulacji i wyzysku.
  • Nie boję się kochać, tworzyć i oddawać.
  • Mój główny obowiązek — być szczęśliwą jednostką.

 

Ale nie każdy ma ochotę wejśc do nieznanej uliczki.

Jest to inny wymiar Istnienia, gdzie bezpośrednio patrzysz w oczy pustce metafizycznej, która zwykle piecze wśrodku. I musisz szukać treść, by ją wypełnić. I tym musisz się zając na poważnie. W tym wymiarze cele nie są wymierne, jak w społecznej wizji szczęścia. I wszystko nie jest tym, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Bezdzietna i samotna kobieta — nie znaczy beznadziejna i nieszczęśliwa. Narodowość nie znaczy wady. Bogaty człowiek nie znaczy człowiek sukcesu. Cisza nie znaczy pustka. Mało nie znaczy nędza.

punkt bifurkacji
nowa koncepcja szczęścia

To wkurza każdy normalny umysł, bo nie do końca rozumie, do czego dążyć. Musi natomiast zadawać sobie pytania, na które nie ma odpowiedzi: po co żyjemy, czym jest śmierć, co się wlaśnie odbywa? Świadomość tego, że musimy zetknąć się z tymi kwestiami i zacząć szukać swoje odpowiedzi, straszy i my automatycznie przełączamy się na inne zadania, bytowe, «pilne», chowamy głowę w piasek. Ostateczny cel takiej niezrozumiałej podróży tym bardziej nie jest widoczny. Czy warto skręcać w nieznane?

Jeszcze lęka mnie moje finansowe i materialne życie. Czy nie muszę się z niego zrzec? Z czym mam wejść do uliczki? A moi bliscy i krewni, a czy nie stracę przyjaciół w trakcie tej podróży? Czy może mam zrezygnować z rodziny?

Strach mnie paraliżuje. Ale ja wiem, że poprzednie przepisy życia napewno mnie nie satysfakcjonują.

 

Nie, nie zamykam oczy. Idę naprzód. Z szeroko otwartymi oczami. Patrzę w siebie, bo wszystkie odpowiedzi mam tu, w mojej wewnętrznej ciszy. Od tej chwili ja sama staję się totalnym punktem bifurkacji. Moja cisza, mój cichy dialog ze Stwórcą, Byciem, Absolutem jest źródłem magicznych przeżyć codzienności w każdej chwili.

happiness

 


Комментарии:

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *